„Nie ma nic piękniejszego niż
wiosenny poranek”, mawia mój ojciec.
Podczas takich poranków rodzi się nie
tylko dzień. Żyjąc tutaj, rozumiesz, że widzisz narodzenie
Człowieka.
Ziemia jest jeszcze bardzo miękka.
Płoszę po drodze kaczki. Nie mają pojęcia, że staw po którym
pływają jest bardzo osobliwy. Zebrano do niego wszystkie karabiny,
działa i inne wojenne „zabawki” i zakopano. Wojna jest ogromną
i trwałą nierównowagą w świecie- na szczęście życie zawsze
zakwita w miejscu katastrof.
Uciekła przede mną mała sarna. Nie
rozumiem, dlaczego podchodzą tak blisko- czuję się trochę
przytłoczona tymi żurawiami, stadami saren, pierwszymi bocianami.
Nawet gałązki brzozy w wazonie skutecznie odciągają mnie od
wszelkich spraw. Jest ich tak wiele.
Wszystko jest zamglone. Widzę, jak
mgły opływają ziemię, drzewa. W oddali pojedyncze drzewa
wyglądają jak kruche istoty. Jest jeszcze chłodno, chciałoby się
wyciągnąć rękę do tych mgieł, w nadziei, że to ciepły puch.
Nie trzeba już nigdzie iść, ani
zmieniać niczego. Znicze na cmentarz przywołują jednak miły obraz
pięknych, białych świateł na grobach moich przodków. Jestem
czwartym pokoleniem mieszkającym w tym miejscu. Kobiety tutaj muszą
być bardzo dzielne. Każda z nich wyszywała, układała
kwiaty i pieśni.
„Pijcie żar, sączcie światło.."- nie pamiętam, skąd znam te słowa.
Wracam pogodna, wyprostowana.Trzeba walczyć o innych, inaczej życie nie ma sensu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz